środa, 2 stycznia 2019

ŚWIĄTECZNY PREZENT DLA MAMY

Prezent dla Mamy na Święta - to wyzwanie. Nie wiem, jak u Was w domach, ale moja Mama zawsze stara się kupić dla wszystkich prezenty o jakich marzą. Zawsze więc dla prezentem dla Niej zastanawiam się wiele razy...

W tym roku poza innymi prezentami postanowiłam dla Niej coś uszyć. Ale muszę przyznać, że było mi ogromnie ciężko, bo nie byłam pewna do ostatniej chwili czy mi się uda.

Miała powstać torebka, taka do noszenia dodatkowych rzeczy np. jedzenia, książek, ewentualnie tableta, czy innych materiałów. Jaką miała mieć wielkość to wiedziałam, bo Mama miała kiedyś taką plastykową, którą oddała mi na noszenie jedzenia dla dzieci - muszę przyznać, że jest do tego idealna. Więc mój pomysł był taki, żeby zrobić taką dla Mamy - tylko dużo ładniejszą...
 

A czy się udało? Oceńcie sami... 
Kto jest ciekawy, jak powstawała to zapraszam do czytania - etapów pracy nie dokumentowałam, a dlaczego... o tym też poniżej :)

Zrobienie wykroju nie było takie trudne - zmierzyłam wzór torby, którą miałam i zrobiłam podobny, więc ten etap poszedł dość sprawnie.

Nie miałam też problemu, z wyborem materiałów - w moich zbiorach był wodoodporny materiał - w liście w kolorach turkusowo - fioletowych - są to kolory, które moja Mama bardzo lubi, więc z tym też poszło dosyć gładko. Do tego dobrałam turkusowy zamsz, który też znalazł się u mnie na półce (muszę się przyznać, że półki z materiałami zrobiły się u mnie w domu dosyć duużżżże :))
Podszewkę dobrałam z bawełny - pasującą do wzoru - w pasy.




I zabrałam się za szycie... I szyłam i szyłam i szyłam i już myślałam, że nie uszyję. Szyłam ją chyba tydzień wieczorami, jak dzieci poszły spać. Na koniec już chyba ze łzami w oczach (no prawie... :)

Suwak i uszy poszły dość gładko - suwak jest szyty z taśmy suwakowej. A uszy to taśma nośna obszyta turkusowym zamszem.

Muszę natomiast przyznać, że wszywanie wypustki dookoła prawie mnie pokonało - nie wiem ile razy próbowałam, żeby ładnie wyszło - pewnie ze 100. Gdyby nie mój Mąż poddałabym się już dawno, ale On jako jedyny wierzył, że mi się uda!
Wszycie jej w materiał jest dość trudne, zwłaszcza na rogach, a ja jeszcze usztywniłam torbę wigofilem (150), żeby trzymała ładny kształt - i to już było dla mnie ogromne wyzwanie.
W końcu się udało, ale prawie w ostatniej chwili, kiedy byłam gotowa wyrzucić już ją do kosza.

I jak byłam już pewna, że najgorsze za mną zaczęłam walkę z wszyciem podszewki - wspominam to równie koszmarnie, jak wszywanie wypustki i gdyby nie to że wierzch torby już tak mi się podobał, to nigdy bym jej nie skończyła.
 
 




Powstała tuż przed Wigilią, ale muszę przyznać, że jestem z niej dumna. Mam nadzieję, że Mama będzie ją nosić :)

Ale obiecałam sobie i Mężowi, że to ostatnia taka torba w moim wykonaniu - jeśli nie na zawsze to przynajmniej na jakiś czas!




Ania

2 komentarze:

  1. Torba świetna, na pewno Mama będzie nosić. Oj, znam to uczucie - tzn chęć wrzucenia do kosza...:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Na szczęście Mama nosi - niestety kilka osób już chciałoby taką samą, więc chyba moja przygoda z takimi torbami jednak dopiero się zaczyna... Ale zapisałam się na kurs szycia toreb, to może znajdę jakiś lepszy patent na takie torby :) Ale cieszę się bardzo, że torba się podoba :)

      Usuń